RSS
piątek, 13 maja 2016

Gdyby napisać po prawie miesiącu czy coś się w relacjach ojciec-syn zmieniło, nie byłoby o czym pisać. Nadal jest fatalnie, dzieciak jest niewychowany, gdy mój facet nie dzwoni, stamtąd żadnego odzewu. Syn zgadza się na wszystko, ale sam z siebie nie wykazuje żadnej inicjatywy, aby nawiązać kontakt z ojcem. Nie przejawia też i agresji, którą przejawiał, wykazując daleko idącą obojętność i zwis. Gorzej, że szanowna eks nadal wykazuje jedynie postawy roszczeniowe. I żali się, że syn traktuje ją obojętnie, ale niby jak ma ją traktować, gdy ciągle na niego wrzeszczy? Fakt, pracuje dużo, ale przecież ma spore alimenty, które przychodzą co miesiąc. Nie musi wracać do domu dzień w dzień po 19.

 

Może i w końcu autorytety w sprawach dzieci dojdą do tego, że odcinanie ojców od dzieci w pierwszych latach jest złem karygodnym, mszczącym się na relacjach dziecka nie tylko z ojcem ale i matką? Faktycznie eksia popadła w stan uzależnienia od syna z wzajemnością, ta toksyczna relacja z synem jest nadal widoczna, z tym, że syn nią teraz  manipuluje i jest niegrzeczny a jednak nie potrafi się jej przeciwstawić. Dla świętego spokoju udaje, że się uczy a w gruncie rzeczy gra całymi dniami na kompie.

 

Żal mi Bankomata ( bo tak będę teraz nazywała mojego faceta), że sprawy poszły w takim kierunku. W gruncie rzeczy winien jest w tym przypadku system sądownictwa. Nie wiem, kogo należałoby teraz ukarać za aktualny stan rzeczy. Matka dostawała i dostaje wyszarpane alimenty ale co z tego wynika? Dzieciak nie uczy się, jest krnąbrny i źle wychowany. Dzieciak jest głodny, bo mamusia nie lubi gotować i karmi go batonami i fast-foodami. Chodzi ubrany byle jak, jakieś powyciągane podkoszulki, obdarte portki. Mieszkanie nader skromne. Więc co ona robi z tą forsą, pracując na półtora etatu i biorąc dodatkowo co miesiąc całkiem pokaźną sumkę? Dzieciak prawdopodobnie zostanie na drugi rok w tej samej klasie w gimnazjum. Nie jest w stanie się uczyć a propozycje pomocy w nauce od Bankomata odrzuca. Kogo teraz należy za to winić? Od kogo domagać się satysfakcji? Z całkiem miłego chłopczyka syn może przekształcić się w patola i blokersa.

 

Absurdem jest wymaganie od ojca aby „walczył”, skoro system sądownictwa rodzinnego działa wbrew jego interesom. Zawsze twierdziłam, że walka z wiatrakami nie ma sensu.

 

Ostatnio się aktywizują w sejmie różne grupy w kwestii zmiany przepisów w prawie rodzinnym  - w tym podkreślona jest inicjatywa opieki naprzemiennej jako dobra forma, bez alimentów z równą odpowiedzialnością. To forma faktycznie dobra, ale jest możliwa jedynie gdy albo dziecko nie chodzi do szkoły albo rodzice dość blisko mieszkają. Natomiast zdecydowanie powinno się karać za utrudnianie kontaktów z dzieckiem, nie angażować jednak w to policji, ale może kuratora sądowego, który zdałby relację z przyczyny utrudniania i postawy upierającej się matki w trakcie procesowania wniosku o ukaranie? Udział policji w tym procederze jest bezsensowny i nic nie daje. Nie tylko, że zwykle nie zostają sporządzane notatki to jeszcze policja uważa te sprawy za bzdury. Ponadto sprawa nabiera skandalu obyczajowego a nie każdy lubi pieniactwo, zawsze ma to związek z agresją. Obecność policji w domu wyzwala najgorsze instynkty.

 

Z alimentami jak z 500 plus. Oczywiście matka potrzebuje wsparcia. Musi być jednak możliwość pewnej kontroli wydawania tych pieniędzy przez ojca. Bo pieniądze niekoniecznie idą na dziecko,  mogą iść na buty, kosmetyki dla mamusi czy taksówki ( sądzę, ze tak jest w przypadku eksi, która zawsze się spóźnia). Jeśli by alimenty były wyliczone sensownie i adekwatnie do realnego wynagrodzenia ojca a kontakt z dzieckiem byłby utrzymany, z całą pewnością ojciec dołoży się do niespodziewanych i większych wydatków na dziecko dla matki bez presji podnoszenia alimentów. I to też powinno być podkreślone przez twórców prawa rodzinnego i relacji po rozwodzie obojga rodziców z dzieckiem.



10:57, milagros_1
Link Dodaj komentarz »
środa, 27 kwietnia 2016

Zaczęłam pisać w drugim blogu o losach syna Jaśka, że wyrósł na patologię społeczną, osobę bez kontaktów z ludźmi, kiepskiego ucznia jak również człowieka wycofanego. Aktualnie eks żonusia najchętniej pozbyła się przychówku. Problem jest w tym, że mój facet co by nie powiedzieć, ma już swoje lata, dzieciak ma swój kawałek kąta, 14 lat, dorasta i ma swoje środowisko i niekoniecznie ojca w roli mentora akceptuje. Co więcej, zachowuje się wulgarnie w stosunku do niego ( a niby jakby się miał zachowywać kiedy przez lata miał czarny PR?). Cała paranoja tej sytuacji polega na tym, że eksia, robiąc mu łaskę, że odezwała się do niego, pomyślała sobie, że prztyk i jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki nagle będą świetne relacje z synkiem i wszystko się wyprostuje. Ale co ciekawe, Jasiek nagle pomyślał, że postarając się być”superatą” , wspaniałomyślnym facetem, w krótkim czasie nawiąże znakomity kontakt i co tu dużo gadać – będzie super.

 

Nic z tego. U chłopaka zaszły nieodwracalne zmiany, jest charakteropatą, nie uczy się, nic go nie interesuje, ogólnie jest wycofany i lekceważy wszystko, łącznie z matką. To prawdziwe wyzwanie dla Jaśka, który postanowił dać mu szansę.

 

Zaprowadzili go do psychiatry. Z opowiadania wynikało, że bez testów ani rusz ale tak naprawdę to pani doktor nie wie, co mu jest. Dla mnie dziwna jest jedna sprawa, otóż chłopak przed laty był sympatycznym i rezolutnym chłopcem. Po kilku latach zamienił się w ponurego nastolatka, abnegata i socjopatę.

 

Zapewne przed nim będzie wiele badań, obserwacji czy też testów, które zapewne też niewiele wykażą. Ale jak ma wyglądać chłopak z rozbitej rodziny w którym toksyczna i wrzeszcząca matka, skonfliktowana z całą rodziną, uniemożliwiała mu kontakt z ojcem przez lata?

Zdaję sobie sprawę, że jest tysiące matek, które daremnie wyczekują na przyjście ojca pijaka aby zaszczycił dziecko swoją osobą. Ale też i pojawiają się takie przypadki jak mój facet, że to eks żona blokuje dostęp eks mężowi do dziecka.

Pytanie, kto ma ponieść odpowiedzialność za to, kto powinien być ukarany? Odpowiedź jest prosta, ale nikt jej głośno nie wypowie, że winna jest matka. Otóż eksia miała inne plany na życie, chciała leżeć i pachnieć, ale nie spotkała amatora na siebie. Zaniedbała dziecko, pracując wiele godzin, bo nie miała na życie, dostając co miesiąc 900 zł alimentów. W efekcie dzieciak ma pod górkę.

Prawdę mówiąc mnie to niekoniecznie dotyczy, nie wyobrażam sobie, aby trafił do nas. Ze mną więź zerowa a nawet pewnie in minus, nie za bardzo widzę możliwość wychowywania zbuntowanego, całkowicie mi obcego nastolatka. Z matką mieszka, jej nienawidzi, ale jest w zły sposób uzależniony. Ojciec przez lata eliminowany i przedstawiony w złym świetle, jest ledwo tolerowany.

 

Na dzień dzisiejszy jest fatalnie. Zostawiam Jaśkowi często soboty i niedziele, aby miał je dla syna. Problem w tym, że młody nie chce tego, ma kumpli i do nich chodzi. Niepotrzebny mu ojciec, którego tyle lat nie było. Nie z własnej winy zresztą.

 

Nie mam pojęcia jak sprawy się ułożą. Najwłaściwsze byłoby aby eksia pogodziła się z matką i bratem. Aby dała synowi szansę na to, aby odzyskał korzenie. Reaktywacja związku z Jaśkiem nie wchodzi w rachubę, ale przecież można być wobec siebie przyzwoitym. I Jasiek się stara, choć na razie satysfakcja marna. To trzeba od początku wypracować.  Z pomocą specjalistów zresztą…..

 



11:04, milagros_1
Link Komentarze (1) »

Mam pytanie retoryczne, czy matka może ponieść odpowiedzialność za to, że biorąc alimenty, izolując ojca przez okres wielu lat od dziecka, ze skądinąd sympatycznego chłopca udało się jej zrobić nieudacznika, frustrata i ogólnie osobę dysfunkcyjną?

 

Za przyklepaniem sądu, tylko po to, aby uwolnić się od toksycznej osoby, ojciec był zmuszony ograniczyć sobie prawa rodzicielskie tylko dlatego, aby mógł rozwód dojść do skutku. Inaczej ciągnąłby się latami, miesiącami, sprawa byłaby drążona a każdy milszy moment ojca i każdy zakup byłby punktowany przez szanowną eks małżonkę jako dowód niezmiernie rozpustnego życia tegoż. nawet nie było mowy o napisaniu jakiegokolwiek planu wychowawczego z taką osobą jak żonusia.

 

Pomimo to próbował on cały czas podtrzymywać kontakty z synem, aż do momentu, gdy szanowna mamusia dokładnie w dniu wyjazdu na zaplanowany urlop z synkiem, potajemnie zabrała go na kolonie, nic oczywiście ojcu nie mówiąc. Dowiedziawszy się przypadkowo od sprzątaczki w firmie mamusi, że właśnie bawi nad morzem, postanowił odpuścić. Przestał się ubiegać o kontakty z synem, które odbywały się sporadycznie kiedy dziecko nie było właśnie chore….

 

Teraz ta sama mamusia zapewne nie miałaby nic przeciwko temu, aby to tatuś wziął sobie syneczka w cholerę i do tego na stałe. Aby siedział z nim nad lekcjami. Aby gotował mu, bo dobrze gotuje a mamusia się tego niestety nie nauczyła, karmiąc syna batonami i pizzą oraz kebabami. Problem w tym, że synek ze skądinąd rezolutnego chłopczyka wyrasta na osobę aspołeczną. jedynym wyjściem wydaje się być internat z reżimem. I taką opcję proponuje ojciec.

 

Oboje poszli ostatnio z nim do psychiatry. Aby wyjaśnić nieciekawe zachowania syna. To też pomysł ojca. I cóż, psychiatra nie wie co mu w zasadzie jest, szermując a to jakimś Aspergerem a to dwubiegunówką. I zaproponowała szereg badań i testów. Ale nawet nie zająknęła się, ze wycofanie synka to efekt wrzeszczącej i toksycznej baby. Tu nadal obowiązuje solidarność jajników.



10:34, milagros_1
Link Dodaj komentarz »
piątek, 22 kwietnia 2016

Mogę teraz z całą stanowczością, jako przyjaciółka faceta – bankomata stwierdzić, że może nadejść czas, że eksia będzie potrzebowała go, bo faktycznie sytuacja zaczęła ją przerastać….

Wydawało się to niemożliwe, gdy latała po sądach, zanosiła jakieś nadzwyczajne zaświadczenia a sąd opowiadał, że „ z doświadczenia życiowego”, którego młode świeżo wyzwolone sędziny zresztą nie miały, matka jest lepsza do sprawowania opieki nad dzieckiem niż ojciec.  A teraz sama przyszła z prośbą o pomoc.

 

W aspekcie tego, że eks żoneczka udała się jednak do swojego eks mężusia, pozwoliłam sobie poczytać od nowa wszystkie te plugastwa i oszczerstwa, które swego czasu pisała ona do sądu, żądając kwot niebotycznych. Teraz nagle okazało się, że wychowała, nie udostępniając dziecku kontaktów z ojcem przez lata, depresanta, indolentnego nieuka, lenia i pasożyta społecznego.

Ojciec czyli mój przyjaciel, stosowne kwoty opłacał regularnie a i ja pamiętałam o dniu zrobienia przelewu. Ona aktualnie oczekuje, że ojciec nagle będzie jakimś autorytetem dla syna po niewidzeniu jego przez kilka lat. Co więcej, nawet miała ochotę na jego powrót na łono rodziny, bo prawdopodobnie jej wzniosłe plany nie wypaliły.

 

Reakcja synka na ojca wcale nie była zaskoczeniem. Najpierw w ogóle nie chciał odbierać od niego telefonów. Potem czternastolatek nazwał ojca starym s***synem i zapytał się, po co w ogóle przyszedł. Bo faktycznie, pewną ilość razy usłyszał zapewne od matki, ze ojciec to „łajdak i straszna świnia” . Co więcej, ojciec wykrzesał z siebie tyle energii aby zapoznać się z kadrą pedagogiczną szkoły synka, obejrzeć jego dość marne postępy w edukacji i postanowił pomóc. Odkrył z żalem , że syn, ongiś fajny, ciekawski dzieciak, stał się malkontentem, bez zainteresowań, matki w ogóle nie szanował.

 

Kibicuję mu z całych sił, bo faktycznie dzieciak wyrośnie na młodocianego blokersa a kto wie, może na kogoś gorszego. Trochę zadziwia mnie postawa matki chłopaka, która dokonała resetu i wydaje się jej, że wszystko to, co było a było dość podłe, gdzieś znikło i zdematerializowało się….

Będę czekała i opiszę dalej co w zasadzie można zrobić w takiej sytuacji i czy w ogóle uda się chłopaka zresocjalizować. Na razie grozi mu powtarzanie klasy….



09:46, milagros_1
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 14 marca 2016

Kiedyś w ramach żalu i rozgoryczenia, udręczona sytuacją mojego faceta założyłam blog o kondycji ojców, walczących o kontakt ze swoimi dziećmi zwany „ zrobiony w bankomat” . Miałam zamiar pisać o przebiegu walki o prawa ojców, jaką prowadzili ojcowie ze Stowarzyszenia, w którym energicznie działał wtedy mój facet. Było sporo historii pozornie niedorzecznych, acz prawdziwych, wszakże wkrótce uświadomiłam sobie, że nie należy upubliczniać na publicznym blogu wydarzeń bez zgody zainteresowanych a ponadto wkrótce doszłam do konkluzji, że walka o prawa ojca jest bez sensu wskutek takiej a nie innej polityki sądów rodzinnych w Polsce. Zresztą mój chłop sobie również odpuścił tę beznadziejną walkę z góry skazaną na niepowodzenie. I – po kilku latach interesowania się i działania w organizacji ojcowskiej, okazało się, że większość ojców albo ustalała sobie relacje z matkami swoich dzieci, część do nich wróciła, inni pozakładali nowe rodziny z nowymi dziećmi i kontakty ze starymi zerwali. Oczywiście są też tacy, którzy do dziś dnia walczą w sądach jak lwy i tu już właściwie nie wiadomo o co komu chodzi.

 

Piątek w zasadzie przewrócił do góry nogami życie mojego faceta o tyle, że nie spodziewał się takiego obrotu sprawy. Otóż odezwała się do niego, praktycznie na kolanach, eksia, błagając o rozmowę i spotkanie. Otóż oczekuje od niego pomocy, bo syn ma ją gdzieś, ignoruje i lekceważy ją i w ogóle straciła w nim kontakt. Siedzi i wali w gry online i jest na ogół nieobecny duchem i w ogóle nie chce z nią gadać. Nie uczy się i szkołę też olewa. Jest arogancki. Przyznała się do wszelkich manipulacji, bezeceństw i napuszczania syna i obrażania. Teraz prosi o wybaczenie i pomoc.

 

Mój chłop w pierwszej chwili doznał szoku. Od lat nie widział syna i nawet przestał o to zabiegać, stało się to gdy znów eks żoneczka wykiwała go w kwestii wyjazdu na wakacje z chłopakiem. Stwierdził, że ma dość i nie będzie z siebie robił petenta. Wystarczy, że jest bankomatem.

Zresztą sadził, że eksia sobie kogoś znajdzie, jest przecież młoda, zgrabna i ma kontakty. A skoro przedstawiła już synowi, że z tatusia ziółko, lowelas i łobuz to niech sobie młody żyje w takim przeświadczeniu i nie ma mętliku w mózgu.

 

Prawdę mówiąc sytuacja jest bardzo trudna. Oczywiście ojciec poczuwa się do tego, aby wziąć syna w garść ale pytanie – czy ma w ogóle jakieś możliwości? Skoro przez lata został ubabrany, to teraz dla syna jest nikim, chłopak nawet nie zamierza odbierać od niego telefonu o co zresztą eksia go teraz poprosiła ( przedtem nie pozwalała na dzwonienie do niego i zastraszała syna). Odbywa się też teraz jakieś samobiczowanie z jej strony, Jasiek jest zniecierpliwiony, bo życie sobie ułożył całkiem inaczej i zapewne dawno miałby dobre relacje z synem, gdyby normalnie mógł egzekwować przyznane mu przez sąd ( znacznie okrojone przez eksię) terminy spotkań.

Praktycznie to szkoda mi go. Jakie ma szanse teraz  zostać partnerem wypraw syna, nauczycielem i wzorem ? A tu nagle eksia poprosiła, aby poszedł do szkoły na dzień otwarty? Oczywiście zamierza tam pójść, zamierza się skontaktować z nauczycielami ( kiedyś za to go wyrzuciła ze szkoły robiąc awanturę).

Ja go wspieram, ale mam świadomość, że będzie to proces długotrwały. Oczyścić swój obraz w oczach syna, nie będzie łatwo. Jak ustawić dziecko, aby miało teraz normalne relacje z matką i ojcem? Na ile fakt, że eksia zwróciła się do niego jest szczery a na ile wynika z jej bezsilności i po jakimś czasie znów odwinie woltę, bo to taka osoba? Nie ma prostych odpowiedzi na te pytania.

Myślę, że taka historia jest bardzo pouczająca dla bab, które odbierają możliwość kontaktu dziecka z ojcem w imię własnej żądzy zemsty. Że tak naprawdę robią krzywdę dziecku i taka sytuacja może się prędzej czy później czknąć. Dobrze, że młody ma niewiele ponad 13 lat i może uda się jeszcze to i owo naprostować.



10:40, milagros_1
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 30 września 2013

Szczerze mówiąc bardzo powątpiewam w celowość pisania o ojcach bankomatach. Wcześniej czy później każdy facet zostaje sprowadzony do tej jedynej funkcji. Nie ma nadziei. Dopóki będzie taki stan sądownictwa rodzinnego, to jedyne, co pozostaje ojcom, chcącym się zaopiekować swoimi dziećmi, to dać nogę jak najszybciej, aby nie oszaleć. Jeśli nie są masochistami.

 

Każdy ze znajomych mi ojców walczących o prawa do widywania i kontaktów z dzieckiem miał nadzieję, że ustępstwo, wspólne kompromisowe rozwiązania doprowadzą do tego, że obie strony wypracują sobie jakiś consensus we współpracy dla dobra dziecka. Uważali, że pomoże im w tym sąd rodzinny, kuratorzy i wszelkiej maści funkcjonariusze stojący podobno na straży rodziny. Po kilku sprawach, w których dowiedzieli się, że nie mają nic do gadania, przeciwnie, są szargani i ciągani po sadach, policjach, prokuraturach za czyny, których nie popełnili, więc zaczęli nabierać rozumu. Zdali sobie sprawę, ze nic nie ugrają. A życie leci i nie chce się go tracić na walkę. I że nadszedł czas w którym, aby nie zwariować, należy poszukać innej partnerki, rozpocząć nowe życie i niestety - wejść w rolę ojca, który się nie interesuje dzieckiem i jest standardowym, szeroko opisywanym niegodziwym ojcem w naszym społeczeństwie.

 

Taki ojciec – jak się opisuje - ma dziecko i jego potrzeby gdzieś, ale też i za bardzo nic mu nie można zrobić. Z czasem nabiera sprytu i kolekcjonuje pliki dokumentów z których wynika że nie może płacić oczekiwanych alimentów albo ich nie płaci w ogóle i nie ma z punktu widzenia naszego prawa, takich możliwości aby zmusić go do tego. Albo nie zamierza dawać sobie ich podnosić. Jest to racjonalne, skoro ma się boksować, aby spotkać się z dzieckiem, niby dlaczego ma więcej płacić. Nie uczestniczy w życiu dziecka a ograniczając mu prawa rodzicielskie, matka nie może go do niczego zmusić, natomiast może czerpać wszelkie profity z tytułu bycia samotną matką łącznie z żalami, że tak niefartownie trafiła na łajdaka.

 

Ojciec, który się interesuje, na przykład pan Zuber, jest, podobnie jak większość walczących  w różnych organizacjach proojcowskich - przedstawiany jako oszołom. Raczona jestem dość często opowieściami z mediów, jak bardzo cierpi mała Angelika, którą mama zabiera wszelkimi możliwymi sposobami od ojca.  Zwykle pod informacją o losie dziewczynki – aktualnie poszła do rodziny zastępczej, co ponoć ma umożliwić sądowi i kuratorom tzw obiektywną ocenę jej sytuacji, znajduje się wiele komentarzy. W tym takie, ze Zuber, bogaty, robi z siebie gwiazdę, celebryte, manipuluje dzieckiem, bo dziecko przecież powinno być z matką.

 

Nie wiadomo jaka jest prawda, ale 11 letnie dziecko ma na tyle rozeznanie, że jeśli chce mieszkać z ojcem to nie jest to impuls chwili. Matka, niezależnie kim jest, jeśli doprowadza do tego, że córka ląduje najpierw w domu dziecka a potem w rodzinie zastępczej, córka unika jej jak ognia, nie nadaje się aby wychowywać to dziecko. I sprawa czysta. Ale nie dla kuratorów, sądów rodzinnych i innych organizacji, które mają pożywkę i zasilanie też i finansowe z takich sytuacji oraz rację bytu.

 

Bo oni są od tego, aby zabierać dzieci ubogim ludziom, konfliktować rozchodzące się pary za pieniądze, dawać nieobiektywne opinie, aby konflikt trwał dalej. Mam tylko cichą nadzieję, że im więcej będą tego towarzystwa pokazywać w mediach i nagłaśniać takie sprawy jak Andżeliki czy też dzieci zabieranych babciom, ktoś się kiedyś tym sądom i organizacjom do tyłka dobierze.



15:17, milagros_1
Link Komentarze (2) »
piątek, 28 czerwca 2013

 

Natknęłam się dziś na wzór porozumienia dotyczącego sposobu wykonywania władzy rodzicielskiej i kontaktów z małoletnim dzieckiem w dzisiejszej notce na pewnym blogu prawnym: prawocywilne.blox.pl

Dokument nie wnosi nic do tego co by z ogólnych zasad przyzwoitości wynikało jak również nie ma żadnej możliwości wyegzekwowania realizacji jego w jakikolwiek sposób. Musi być coś takiego jednak napisane przed rozwodem, bo inaczej sprawy będą ciągnęły się w nieskończoność.

Znam przypadek, gdy ojciec odmówił napisania takiego dokumentu. Skończyło się na tym, że ma ograniczoną władzę rodzicielską tylko do decydowania o ważnych sprawach z życia dziecka a i to nie jest przestrzegane. Natomiast dzięki temu dostał rozwód od ręki, druga strona aż paliła się do tego, aby sprawy przeciągać w nieskończoność i grać dzieckiem. Urwał łeb sprawie. Sąd rozwód chętnie przyklepał. A że w takim klimacie wyrośnie osoba o zwichniętym charakterze to więcej niż pewne…..

Problem planu wychowawczego jest skomplikowany w przypadku osób wyznaje zasadę, że zemsta jest rozkoszą bogów i dla niej dziecko idealnym instrumentem do pogrywania i realizacji planu po tytułem „ ja cię urządzę”. Sądy wręcz uwielbiają taką klientelę. Dlatego każą taki dokument pisać. Dokument ten nadaje się świetnie do prowadzenia kolejnych spraw w związku z nieprzestrzeganiem podjętych zobowiązań.

A i tak nie ma możliwości, aby w sposób rzetelny nadzorować wywiązywanie się z nich.

 

Ja bym podjęła się napisania trochę innego, opartego na powyższym schemacie porozumienia. Mniej tendencyjnego i seksistowskiego ( matka nie utrudnia, ojciec zobowiązuje się). Od punktu drugiego brzmiałoby ono mniej więcej tak:

 

  • władza rodzicielska będzie przysługiwała obojgu rodzicom. Ustalą też oni między sobą, które miejsce zamieszkania będzie dla dziecka najkorzystniejsze. Jeśli będzie to miejsce zamieszkania matki, matka dołoży wszelkich starań, aby ojciec mógł dziecko odbierać z tego domu, przyprowadzać i kontaktować się z dzieckiem w sposób nie naruszający miru domowego matki.
  • Druga strona, u której dziecko nie mieszka, ma w sposób nieskrępowany dostęp do informacji o nauce, o zachowaniu się dziecka w przedszkolu, wizytach u lekarza i wynikach badań dziecka a rodzic, u którego dziecko mieszka winien nie utrudniać w żaden sposób dostępu do tych informacji.
  • Koszty utrzymania ponoszone rodziców obejmują płacenie alimentów w określonej przez sąd wysokości, określonym terminie, płatnych do rąk lub na konto rodzica, u którego dziecko mieszka na stałe. Alimenty są ustalane w wysokości zabezpieczającej codzienne podstawy bytu dziecka i powiązane z dochodami osoby związanej do ich płacenia. Dodatkowo na prośbę rodzica, u którego przebywa dziecko, drugi rodzic jest zobowiązany do partycypowania finansowego w wydatkach związanych z życiem dziecka i jego istotnymi potrzebami ( na przykład naprawa awarii piecyka gazowego, podjęcie dodatkowych zajęć, zakup uzasadnionych przedmiotów – rower, narty, komputer). Drugi rodzic może odmówić partycypacji w zakupie, jeśli uzna, że zakup drogiego sprzętu przekracza jego możliwości finansowe i znajdzie to odzwierciedlenie w jego dochodach.
  • Rodzice ustalą między sobą czasokres i terminy regularnych spotkań z dzieckiem, formy przebywania jego w domu  drugiego z rodziców, noclegi i sposób spędzania wakacji i świąt. Harmonogram, sposób odbierania dziecka, dostarczania winien być zaakceptowany przez obie strony i przestrzegany. Rodzice zobowiązują się do przekazywania informacji o nagłych wydarzeniach uniemożliwiających spotkanie co najmniej dzień wcześniej a w razie dłuższych kontaktów ( wakacje) co najmniej tydzień wcześniej. Jeśli nie dojdą do porozumienia w tej sprawie, kontakty ustali sąd w sposób nie naruszający interesów żadnego z rodziców. Terminy ustalonych kontaktów i sposoby informacji mają być przestrzegane pod rygorem ukarania przez sąd w razie ich utrudniania i udaremniania lub zaniechania. Możliwa jest z przyczyn życiowych renegocjacja terminów i wprowadzenie do umowy.
  • Ustala się sposób realizacji kontaktów z chorym dzieckiem. Jeśli osoba, u której mieszka dziecko, nie wyraża zgody na spotkanie drugiego z rodziców u siebie w domu, wyznacza dodatkowe terminy spotkań dziecka z drugim rodzicem poza domem, gdy dziecko wyzdrowieje. Nie zrealizowanie tego skutkuje ukaraniem przez sąd tego rodzica utrudniającego kontakt.
  • Osoba, która czuje się poszkodowana decyzją o rozstaniu czy niezadowolona z faktu rozpadu związku zobowiązuje się do nieprzenoszenia swoich negatywnych odczuć i frustracji na relacje dziecka z drugim rodzicem. Zobowiązuje się do nie kształtowania negatywnego wizerunku drugiego rodzica w oczach dziecka . Wszelkie stwierdzone przez psychologa próby manipulacji dzieckiem i zmiany jego zachowania wobec drugiego rodzica, będą owocowały skierowaniem przez sąd takiej osoby na terapię psychologiczną lub w razie odmowy, objęcia takiej osoby i jej relacji z dzieckiem nadzorem kuratora.

 

Może i jest to trochę dłuższe, ale wydaje mi się, że zapewne w większym stopniu udaremniłoby zabagniania stosunków na linii obojga rodziców, co jak wiadomo, jest pożywką dla sądów rodzinnych….



12:19, milagros_1
Link Dodaj komentarz »
środa, 26 czerwca 2013

Opieram się pisaniu do „bankomata” bo nic nowego nie potrafię wymyślić. W przypadku mojego partnera, zrezygnował całkowicie z kontaktów z dzieckiem. Cztery lata udręki, ciągłe wizyty w sądach, ciągłe łamanie ustaleń sądowych przez drugą stronę, doprowadziło do tego, że zwyczajnie mu przestało na tym zależeć. Rozumiem go doskonale. Dzieciak jest w połowie szkoły podstawowej. Na co dzień i tak go ma matka, bo mowa, przez cały czas była o spotkaniach z tatą  góra raz na dwa tygodnie i żadnych ustępstw.

Pod koniec matka w sposób bezczelny odwoływała spotkania nie informując, złamała termin wyjazdu wakacyjnego. Ojciec powiedział dość…

 

Jak pisałam kilkakrotnie, wcześniej czy później ojcowie ponoszą porażkę. Jeśli matka jest rozsądna i dochodzi do wniosku, że dziecko również potrzebuje ojca – jest szansa, że po jakimś czasie emocje na tyle ochłodną, że odpuści i da szansę dziecku. I jak zechce to będzie miało możliwość kontaktu samodzielnie. Są jednak zapiekłe oszołomy, które z ziejącą nienawiścią podchodzą do byłego partnera i zarażają tą nienawiścią dziecko. Żadna korzyść z takiego układu nie będzie. Lepiej odpuścić niż dorabiać system sprawiedliwości, kulawy po całości w zakresie sądownictwa rodzinnego.

 

Mojego partnera poznałam 4 lata po rozstaniu się z byłą. Dlatego całkiem obiektywnie staram się ocenić sytuację ich wzajemnych relacji, w tym relacji z dzieckiem. Od 7 lat trwa bezsensowna walka o spotkania i kontakt z dzieckiem, w której sąd daje wiarę wszystkim świadkom i zeznaniom eks żony – w tym  sąsiadce , osobie z marginesu i pogranicza normy, całkowicie ignorując świadków ze strony ojca dziecka. Nigdy jego argumenty nie były traktowane poważnie.

 

Faktem jest, że minął rok, odkąd on nie widział dziecka. Na początku było ciężko, ale odczuwał wewnętrzny spokój, że skończyły się awantury, konieczność widywania zapiekłej baby i wysłuchiwania jej awantur. Jeszcze przez jakiś czas łudził się, że ona znajdzie sobie  partnera i będzie miała szansę, aby uregulować swoje własne życie i odpuści sobie walkę dzieckiem. Ale niestety, z jej charakterem, awanturnictwem i złością, nikt taki, pomimo jej stosunkowo młodego wieku, się nie trafił. I nie trafia. Z dziecka zrobiła sobie „mężczyznę życia”.

 

Rzecz jasna, ja jako również matka, zastanawiałam się, czy na pewno on dobrze robi. Bo przecież te spotkania z dzieckiem były dla niego przyjemne. Dziecko tuliło się do ojca, mówiło „kocham cię tatusiu”. Razem spędzali przyjemnie czas. Nikt nie wie, co ono teraz czuje. Na pewno tęskni. Ale ojciec jest również człowiekiem i jego odczucia się również liczą. A dziecko miało rozdrapy, bo w obecności matki, bało się wręcz do ojca odzywać. Co więcej przyklaskiwało jej, aby potem, gdy jej nie było, mówić całkiem inne rzeczy. Dziecko było zmanipulowane. I on postanowił tego nie zmieniać, bo przy takim podejściu sądownictwa, które nie dawało mu żadnych praw, postanowił przyklepać takie status quo. Niech sobie matka go weźmie i w całości. Alimenty i do widzenia.

 

Część znajomych osób mówi – walcz. Ale właściwie o co należałoby walczyć? Trudno też to robić, gdy nie ma się armat. Matka nie jest alkoholiczką i psychopatką, to zwyczajna panienka, która miała plan, który jej nie wypalił. A teraz się mści, używając do tego dziecka. I tego żaden sąd nie weźmie pod uwagę.

Jedynie co pozostaje to czekać. Aż dziecko dorośnie.

Zdarzyło mi się poznać dzieci, chowane bez ojca, które go odnalazły. Bardzo żal straconych lat, ale jak się okazuje, można odbudować i te więzi. Co wydaje się być nadzieją dla ojców pozbawionych kontaktów z dziećmi przez zapiekłe baby…..o tym w następnym odcinku….

 



09:45, milagros_1
Link Komentarze (3) »
czwartek, 18 kwietnia 2013

 

Powracając do tematu testów na ojcostwo i ustosunkowując się do komentarzy- oczywiste jest, że jeśli istnieje prawdziwa więź pomiędzy dzieckiem a ojcem a sytuacja pozwala na pewne prawdopodobieństwo zachowania tych relacji to pewnie żaden ojciec nie będzie inwestował w badania genetyczne, aby dojść prawdy. Prawda taka nikomu nie byłaby potrzebna. Bo nie ważne, kto zrobił, ważne, kto wychował.

Co innego, gdy mężczyzna jest szarpany przez kobietę, znieważany a jego prawa jako ojca są narażane na szwank. Wówczas jak najbardziej warto taki test zrobić, gdy ma się wątpliwości.

 

Jeśli mężczyzna ma rozterki, czy dochodzić informacji czy dziecko jest na pewno jego – warto wiedzieć, że w naszym systemie prawa rodzinnego liczy się wyłącznie ten, co silniej szarpie i głośno krzyczy. I wtedy faktycznie facet może być w sposób ciągły dręczony o coraz większe daniny na rzecz nie swojego potomka, o jakiejkolwiek więzi należy zapomnieć a człowiek wrażliwy ma rozterki, bo to przecież dziecko. Problem w tym, że nie jego. A psychicznie obciąża. Zawsze lepiej żyć w prawdzie…..

 

Na podstawie obserwacji ojców ze Stowarzyszenia, rzadko bywa tak, że o ojcostwo i kontakt z dzieckiem walczy typ „macho”. To są zwykle raczej spokojni i dość potulni faceci. Tacy są ujeżdżani przez kobiety. Macho po prostu znika z życia rodziny. I to jego się prosi, aby zainteresował się dzieckiem. Albo cokolwiek dał na jego utrzymanie. On zawsze sobie poradzi, aby alimentów nie płacić. I nie mieć z tego powodu problemów.

 

To facetom spokojnym zwykle kobieta ogranicza się kontakty z dzieckiem, uprzykrza życie ciągłymi sprawami sądowymi i ciągle walczy o wyższe alimenty. Faceta się ujeżdża, że mógłby zarabiać więcej. I bywa, że taki dość w sumie razem uległy osobnik ciągnie w nieskończoność te sprawy i łożyć może bez sensu na nie swoje dziecko. Wyjawienie prawdy z całą pewnością odwróci jego życie o 180 stopni, odzyska ulgę i szacunek do samego siebie. A czy przy okazji „dokona aborcji”? Cóż, nie wiem, czy reglamentowane przez matkę spotkanie dziecka raz w tygodniu, jeden weekend w miesiącu to jakaś realna szansa na utworzenie prawdziwej więzi, w sytuacji, gdy dodatkowo matka robi ze swojej mocy wszystko, aby ukształtować obraz ojca w oczach dziecka bardzo negatywnie…..

 

Nie trywializuję problemu. Opieram się na obserwacjach osób, które znam, które w swoim czasie podjęły walkę o ojcostwo i kontakt z dzieckiem. I tak nic nie ugrali. A być może dziecko nie jest w ogóle ich. A jeśli kocha to dziecko – cóż, kwestia indywidualnych wyborów.

Na podstawie obserwacji jednak najlepszym wyjściem jest nowa kobieta i nowe dziecko. W świetle przepisów stanowią odrębną rodzinę i dobrze by było, aby była trwała. Jeśli się rozpadnie, sytuacja faceta jest wówczas nie do pozazdroszczenia.

 

Mam znajomą, której facet wystąpił o obniżenie alimentów. Bo stracił pracę w naszej firmie. Wiem, że się starał tę pracę stracić, ponarażał się szefostwu, w sposób niewybredny się do niego odnosił. Odnoszę wrażenie, że zrobił to celowo. Wiem, że ma całkiem niezłe chałtury. Ale siedzi na bezrobociu i póki co dostaje zasiłek. A z zasiłku alimenty będą mniejsze. Jeśli nikt mu nie udowodni chałturzenia na czarno – a małe jest prawdopodobieństwo – będzie sobie spokojnie żył i mało płacił. System osiągnął swoje.

Szkoda mi znajomej, bo w gruncie rzeczy trochę sama sobie winna, podniosła mu alimenty, choć takiej potrzeby nie było, gdy nie zapłacił, wsadziła na niego komornika, przez to sprokurowała, że facet w ogóle przestał interesować się córką. Choć ma przyznane terminy widzenia się z dzieckiem, wkurzony zaprzestał odwiedzania córki w ogóle. Nawet w święta się z nią nie spotykał, choć swego czasu walczył o to jak lew.

Jednym z argumentów sądu było, że „powinien się starać utrzymać pracę”, co jest absurdem, bo jak delikwent naraża się w firmie, dyrekcja z przyjemnością się takiego pozbywa, bo etatów za dużo a pieniędzy za mało.

 

Od „bankomatu” trudno jest oczekiwać radosnego tworzenia więzi z dzieckiem. Więc może, jeśli ono nie jest jego, lepiej to udowodnić.

Ale w tym wypadku córka jest z całą pewnością jego. Tym gorzej dla niej…..

 



10:32, milagros_1
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 09 kwietnia 2013

Ostatnio doradziłam, żeby mój znajomy, mocno zaszczuty przez babę i jej partnera, zrobił dziecku test na ojcostwo. Według mnie – i nie tylko, dziecko zasadniczo nie powinno być jego, choć na pewno nie jest to wykluczone... Pocieszył bowiem kobitę, która wróciła z zagranicy. Nie jest pewne, czy już w ciąży nie była, bo jakoś tak się złożyło, że ślub brali szybko. Chłopak jest pomiatany przez nią i jej rodzinę, do tego sąd coraz bardziej ogranicza mu prawa rodzicielskie. Dzieciak bowiem ma teoretycznie nowego ojca, partner jego mamusi powoli uczy dzieciaka mówić do siebie tato. A nasze sądownictwo kieruje się dobrem dziecka. Przyszywany tatuś jest na co dzień a tatuś właściwy ma łożyć na dziecko.

 

Jednak z jakichś powodów on odmawia. I tego jako kobieta nie pojmuję. Miło być kochającym tatusiem, ale spotykać się z każdej strony z odporem, zadziwia mnie. Jeszcze trochę a dzieciak będzie do niego mówił wujku.

 

Fakt to operacja trochę droga. Około 1000 zł. Ale czyż nie jest więcej warta świadomość, że w przypadku gdyby okazało się, że dziecko nie jest delikwenta to ma się naprawdę do przodu? Kwestionuje się wszystkie wyroki, żąda zwrotu wypłaconych alimentów i sto tysięcy rzeczy więcej?

 

Jeden ze znajomych dowiedział się, ze jedno z jego dzieci nie było jego, co wykrzyczała mu eksżona w czasie sprawy rozwodowej. Syn był już pełnoletni. Co więcej, o tym nic nie wiedział. Znajomy miał naprawdę dylemat moralny, czy mu coś powiedzieć, przecież wychowywał tego syna jak własnego. Podobnie jak pozostałe dzieci. W tym wypadku alimenty nie miały znaczenia, w chwili rozwodu chłopak był już dorosły. Skończyło się dobrze, nadal, po rozwodzie z synem ma bardzo dobre układy.

 

Natomiast zastanawiam się, czy warto czekać w przypadku małego, dwuletniego dziecka. Ojciec jest systematycznie goniony, szarpany przez sądy a wizyty ma dwie w ciągu miesiąca. Gdyby się okazało, że jest ojcem, ma o co walczyć. Ale jeśli nie????



14:20, milagros_1
Link Komentarze (3) »
 
1 , 2 , 3